Kino kulinarne budzi duże emocje już od 3 lat. Dwa lata temu wzdychaliśmy do menu Wojtka Modesta Amaro, w roku ubiegłym do Krzysztofa Rabka. W tym roku każdego dnia kolacja jest przygotowywana przez innego kucharza.

Miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w sobotę w takiej kolacji. Pierwszy film, pierwsza kolacja, pierwszy kucharz Witek Iwański. Oglądaliśmy film „Małże i miłość”. Przyznaję, że nigdy nie patrzyłam na mule w „taki” sposób. Teoretycznie to cykl rozwoju muli, sztuczne wylęgarnie, sposób hodowania, rozmnażania. Jesteście w stanie uwierzyć, że mule mają życie uczuciowe. Więc tym bardziej dramatyczne wydaje się zakończenie filmu, gdzie mule zostają ugotowane. Wrażenia wyjątkowe choćby ze względu na fakt, że film mieliśmy okazję oglądać, go przy muzyce na żywo. 

Menu oczywiście inspirowane filmem. Sama nie wiem, kto budził większe emocje czy Witek Iwański czy jego menu.Witek (poza tym, że ma tak ładne imię jak mój starszy Syn) jest bardzo młody, a jednocześnie szalenie zdolny i skromny. 

Dla rozbudzenia zmysłów, czekało na nas domowe pieczywo, brązowe masło podawane w muszli z okładniczki z solą i algami morskimi oraz tatar z okładniczek z creme fraiche, olejem z lawendy i młodą cebulką.

Jako przystawka przegrzebki i 45 minutowa ostryga z kompresowanym ogórkiem, czerwoną porzeczką, granitą z verbeny i ogórecznikiem.

Danie główne to dorsz z popiołem, chrupiącą skórką, szalotką i omułkami.

I budzący największe emocje – deser. Na naszym menu znaleźliśmy opis masło, czosnek i sól. Zastanawialiśmy się czy to na pewno będzie deser? Ale gdy już się pojawił absolutnie „zwalił” nas z nóg. Kruszonka z solą, do tego lody polane palonym masłem i… czekolada z czosnkiem. Nigdy bym na to nie wpadła, a było to coś tak wyjątkowego! 

Dwa aspekty kolacji, które mi się nie spodobały. Z jednej strony mamy coraz większe możliwości próbowania wyjątkowych potraw, z drugiej – nie mając sami takich pomysłów i umiejętności łatwo oceniamy innych. Dla mnie taka kolacja to duża inspiracja, uczta smaków, delektowanie się każdym kęsem. Dlatego naprawdę smutne było słuchanie – mimo pełnej świadomości tematyki kolacji – że ktoś nie lubi owoców morza, albo musi dużo pić, żeby coś przełknąć. Smutne… tym bardziej, że miejsca te mogli zająć ludzie, którzy potrafiliby docenić czyjąś pracę. 

Aspekt drugi – podziękowania. Miałam wrażenie, że dziękowaliśmy wszystkim – kucharzom, obsłudze, osobom odpowiedzialnym za kino kulinarne, zabrakło mi podziękowań dla Patryka Dziamskiego managera kuchni Kina Kulinarnego Transatlantyk. Znam Patryka, zazdroszczę wiedzy i umiejętności i tej chęci do pracy i uczenia innych. Wiem ile włożył w to pracy, czasu i energii. Ta kolacja była pierwsza i mam nadzieję, że Patryk usłyszał i usłyszy jeszcze publiczne „dziękuję”…

ps. Przepraszam Was za jakość zdjęć, ciężko było zrobić dobre zdjęcie bez lampy w takim świetle.