Przyznaję się – fatalny ze mnie ogrodnik. Moja wiedza i chęć ogranicza się do tego, że podleję i wyrzucę suche listki. Wielokrotnie próbowałam coś zasiać, ale uwierzcie nie ma sensu się nad tym rozpisywać, bo nawet jeśli coś urosło to potem jakoś tak się „zepsuło”. Na parapecie w kuchni trzymam zioła. Najczęściej tendencyjnie bazylia, mięta i kolendra. A przez to, że nie hoduję namiętnie kupuję. Znacie już Baziółkę?

W sobotę wraz z innymi blogerami miałam okazję zwiedzić hodowlę ziół firmy Swedeponic pod Grodziskiem Mazowieckim. Niewiarygodne, wejść do miejsca w którym dominuje kolor zielony, a do tego jest jasno i ciepło. Pan Wojtek – właściciel, który zajmuje się już ziołami 17lat -twierdzi, że nikogo nie dosięga tam depresja i byłabym gotowa złożyć dokumenty do zatrudnienia, gdyby nie moje kiepskie referencje w ogrodnictwie. Oglądaliśmy, wąchaliśmy, słuchaliśmy o cyklu rozwoju każdego ziółka, o dobrych muszkach, o tym co robić, żeby lubczyk działał i jakiej muzyki słuchają zioła itd.

Jestem pewna, że jeśli kupowaliście zioła w sklepie na pewno trafiliście właśnie na te. Baziółka jest nową marką firmy. Brzmi dość infantylnie jak dla mnie, ale budzi pozytywne skojarzenia. Mocną stroną baziółki już teraz jest forma graficzną, którą przybiera. Poszczególne opakowania oznaczone są różnymi kolorami (słyszałam wersję, że to ze względu na mężczyzn w sklepach, żeby było łatwiej znaleźć, ale ja bym z tym polemizowała). Fajną stroną Baziółki są przepisy. Na pewno natknęliście się już na ciasto z bazylią w magazynach kulinarnych, a teraz pojawią się kolejne. Baziółka wychodzi z ram macoszego traktowania świeżych ziół. A dowodem na to, że można gotować z pomysłem był ziołowy obiad degustacyjny w wykonaniu Witka Iwańskiego. Tak, zgadza się niedawno o nim pisałam przy okazji Festiwalu Transatlantyk.

O Witku słyszałam już bardzo wiele. Za każdym razem jest to zachwyt. I ja też nie mogę wypowiedzieć się inaczej.

Amuse bouche:

Zielony brioche z bazyli i pietruszki, brązowe masło i sól majerankowa. Brioche dodatkowo podsmażona, brązowe masło – mój nowy obiekt fascynacji. Pytałam Witka jak to zrobić i na pewno podejmę próbę. Takie masło było już właśnie na filmowej kolacji.

Kolejne danie to podany w menzurce sok z pomidorów malinowych, do tego olej z czerwonej bazylii i jak pamiętam popiół z palonego pora.

Przystawka to pieczony w kolendrze szparag (przez 2h zawinięty w folii w temperaturze 90 stopni). Podany z kolendrową pianą, ciasteczkami szałwiowymi (jeśli dobrze zarejestrowałam to była to beza z orzechami i ziołami, ale nie wierzcie mi na słowo) i pestkami dyni.

Kolejna przystawka to łosoś. Łosoś był marynowany chyba w 10% roztworze soli, potem ugotowany w niskiej temperaturze, a potem chłodzony w lodzie przez 12 godzin. Podawany z kompresowanymi w koprze ogórkami, koperkiem i ciepłą emulsją z estragonu. Doznania smakowe, absolutnie nieziemskie. Kawałek ryby, który absolutnie rozpływa się w ustach i nie chcesz, żeby się skończył.

Intermezzo i kolejny zawrót głowy, w otoczce ziół podano nam lody waniliowo – rozmarynowe z białym octem i świeżo mielonym pieprzem. Co to był za smak!

Przy daniu głównym Witek nie zaprzątał sobie głowy, co było pierwsze jajko czy kura tylko wykorzystał oba składniki. Podał kurczaka w lubczyku ze szczypiorkowym żółtkiem i esencją z trybuli.

Deser to owoce sezonowe z domową miętową czekoladą. Zielony sorbet z mięty w połączeniu ze „strzelającą” czekoladą, cóż mogę więcej dodać.

I zakończenie petit four czekoladki z białą i ciemną czekoladą, ze stewią i tymiankiem.

Jedzenie z blogerami jest dość zabawnym doświadczeniem. Każdy uzbrojony po zęby z aparatem, gdy tylko dostaje swoje danie rzuca się na nie, żeby zrobić zdjęcie. Jest gwarno, tłoczno. A potem nastaje błoga cisza, wszyscy jedzą i co ważne każdy potrafi docenić pracę, doskonałe jedzenie. Pojawiły się nieśmiałe prośby o adopcję przez Witka, bo każdy z nas chciałby tak jeść częściej.

Z Baziółki wróciłam z piękną skrzynką, kompletem ziół i ogromną chęcią na gotowanie i pieczenie. I nadal będę kupowała zioła, bo tak jak pisałam ogrodniczka ze mnie żadna 😉