Gdybym miała podać Wam definicję zopf jednym słowem napisałabym chałka. Ale nie do końca tak jest. Zopf to pieczywo typowe dla Szwajcarii, Austrii i południowych Niemiec. Jest drożdżowym warkoczem, plecionym z 4 części, bez dodatku cukru. Podobno najczęściej jest jadany w niedzielne śniadanie, co mogę potwierdzić oglądając weekendowe zdjęcia z instagramu niemieckich koleżanek 😉

Przyznaję się, że nie jem glutenu, choć bardzo bym chciała i uważam, że nie ma nic lepszego do pieczenia niż włóknisty, ciągnący się gluten. Ale i tak piekę takie rzeczy moim chłopakom. Przepis na zopf użyczyłam ze strony swissmilk.ch, ale trochę, go zmieniłam, bo uważam, że nie da się takiej ilości mąki wgnieść w zopf. To pieczywo, jak wiele tutaj, jest bardzo zbite, mimo drożdży nie ma tam miejsca na piękne pęcherzyki powietrza. Ale nawet jeśli nie zachwyci Was przepis, może urzeknie Was jej kształt.

Zopf

400g mąki

1, 5 łyżeczki soli

20g drożdży

250ml ciepłego mleka

80g masła

dodatkowo do posmarowania chałki:

1 żółtko

kilka łyżek mleka

Drożdże rozpuścić w ciepłym mleku i odstawić, aż zaczną „pracować”. Mąkę wymieszać  z solą. Dodać drożdże i roztopione i wystudzone masło. Ciasto wyrabiać, aż będzie elastyczne i zacznie odchodzić od ręki. Odstawić je w temperaturze pokojowej, aż podwoi swoją objętość.

Przed nami najprzyjemniejsza część, czyli formowanie zopf. Ja przyznaję, że moje ciasto bardzo wymęczyłam, zanim udało mi się nadać mu odpowiedni kształt. Żeby było łatwiej udostępniam film ze strony www.swissmilk.ch z którego korzystałam.

Ps. Pani mówi dialektem szwajcarskim, póki, co dla mnie zupełnie niezrozumiałym. Uwierzcie, przy tym język niemiecki to prawdziwa muzyka dla mojego ucha.

Brawo! wierzę, że udało się uformować zopf.

Pieczywo smarujemy żółtkiem wymieszanym z mlekiem i odstawiamy jeszcze na 15 minut. Wkładamy do nagrzanego piekarnika do 200 stopni i pieczemy około 35-40 minut. Najlepiej smakuje z czymś słodkim. Moim zdaniem najlepiej zjeść tego samego dnia.