Jestem oczarowana Kalifornią. A uwierzcie nie chciałam być. Zanim tam pojechaliśmy przeczytałam książkę „Los Angeles. Amerykański La la land.” I ten obraz nie był pozytywny. Ba! Mam wrażenie, że autor założył, że Ci się nie spodoba.

Ale gdy siedzieliśmy na plaży, było ciepło, było pięknie. Wyspa Balboa wygląda jak cukierek. Małe domki, wszelkie kolory jakie jesteś w stanie sobie wyobrazić. Słynie z mrożonych bananów w czekoladzie. A o to, kto był pierwszy ścierają się dwa stoiska. I każdy twierdzi, że był pierwszy i każdy twierdzi, że jego banany są oryginalne. Żeby dostać się na plażę możecie przepłynąć promem. Tam czeka już na Was plaża. I tak trochę zazdrościłam tym wszystkim mieszkańcom, że ich domy wychodzą prosto na plażę i z tarasu mają tak niesamowity widok…