Nie było mnie znów przez chwilę…

001

Po pierwsze dlatego, że po raz pierwszy z drżącym sercem pożyczyłam mojemu Mężowi aparat na jego wyjazd. Nie mogłam więc robić nic nowego. Dobra strona tego to, kolejne książki kulinarne, które wykorzystam już wkrótce i zdjęcia zbyt piękne, żeby trzymać je tylko dla siebie. Po drugie w dniu, gdy już mój Mąż wrócił z moim małym Antonim znaleźliśmy się w szpitalu. Na szczęście wytrwaliśmy i jesteśmy w domu, pełni podziwu dla wszystkich rodziców pełnych cierpliwości i miłości, prawdziwych animatorów zabaw, śpiących na skrawku podłogi przy swoich dzieciach.

Wczoraj byłam na warsztatach kulinarnych z kuchni japońskiej organizowanych przez SPOT w ramach weekendu japońskiego. To zdecydowanie pozwoliło mi złapać oddech!

002

Warsztaty prowadziła Yuki Horie uosabiająca wszystko to, co może Wam się kojarzyć z Japonią. Skromność, spokój, łagodność. W sumie do przygotowania było 6 potraw.

Chawan mushi – filet z kurczaka i krewetki w musie jajecznym gotowane na parze.

Okonomi-yaki – czyli omlet ze składników, które lubisz. My „lubiliśmy” 😉 kapustę, polędwicę wieprzową i krewetki.

Sake onigiri – kuleczki ryżu z łososiem. Najbardziej spektakularne w produkcji. Zrobiłam ujęcia krok po kroku więc, gdy już ochłoniecie po świętach z pewnością się nimi podzielę.

Miso-shiru – wszyscy pewnie znacie 🙂

So-men – makaron japoński. Dość lekkie danie mimo makaronu.

Słodki finisz – Kinako aisu – lody z mąką z soi. Sama mąka smakuje jak orzechy. Lody wydają się być jak chałwa, choć tak naprawdę trudno je z czymś porównać.

003

Mam wrażenie, że mianownikiem tych wszystkich potraw – poza lodami – było sake i sos sojowy 🙂 Dziś na obiad miałam już miso. Jutro zrobię lody. Więc zanim zaczniecie wypiekać wielkanocne baby, uraczę Was na blogu przepisami z kuchni japońskiej.

Jeśli macie ochotę na więcej zdjęć zapraszam Was na tutaj.

Dobrej Nocy!